poniedziałek, 6 marca 2017

Rozdział IV: Wielkie Otwarcie | #2 | Gwiazdogród

Ogromne drzwi otworzyły się na oścież. Za nimi Irien zobaczyła niewielką scenę pod ścianą oraz parkiet, na którym kilka dziewczyn ze śmiechem obracało się do rytmu muzyki dochodzącej z głośników – energicznej, ale cichej – a w każdym razie niewystarczająco głośnej na imprezę.
Lampy były zapalone, wyglądało na to, że dyskoteka dopiero co się rozpoczęła. Ściany zakryte były fioletowymi kurtynami, pod którymi stały krzesła. Przejście do sąsiedniej sali zasłaniała płachta zastępująca drzwi. Sufit unosił się wysoko ponad głowami Irien i Aerin.
–Spodziewałam się raczej, że... już się trochę rozkręcili – stwierdziła młodsza siostra.
–Gdy nie słyszałam muzyki na kilometr od sali, domyśliłam się, że się pospieszyłyśmy – odparła starsza brunetka, odrzucając włosy do tyłu.
Irien westchnęła.
–Anders powiedział, że zaczyna się o dwudziestej pierwszej.
–Tak. Ale tutejsze towarzystwo to młodziaki, tak jak my – mruknęła w odpowiedzi Aerin. – Nie dziwię im się, sama bym się spóźniła, gdyby nie twoja obsesja. Co ci strzeliło w ogóle do głowy, żeby uniewinnić jakiegoś Kaedesa...
Rozmowę przerwała wysoka dziewczyna o lawendowych włosach i fiołkowych, mądrych oczach. Miała ostre rysy, jej twarz zdawała się być rozciągnięta do góry. Dekolt różowej sukienki odsłaniał kawałek dużych piersi, długie nogi również były przesadnie wystawione.
–Cześć – powiedziała z wyraźnym akcentem. Pochodziła z Hedesu Środkowego, było to widać i słychać. – Jestem Milian – przedstawiła się, kładąc rękę na biodrze.
–Cześć – odparła młodsza siostra. – Ja Irien, a to Aerin.
Dziewczyna była w wieku około dwudziestu jeden lat. Miała ciekawy uśmiech. Jakby chciała powiedzieć równocześnie, że kocha i nienawidzi.
–Dopiero się rozkręca, ale znając Andersa, to będzie niezła impra – cmoknęła delikatnie. Sądząc po tym, jak wyrażała się o panu Gerts, nie miała dużego szacunku dla Szkolenia. – Jestem w klasie D. A wy?
Irien chciała odpowiedzieć, jednak tuż za nią drzwi do sali ponownie się otworzyły. Do środka wparował energicznie chłopak z Klovel. Od razu było widać: białe włosy, czerwone oczy, skośne źrenice. Miał na sobie czarne spodnie i białą bluzę z krótkim rękawem i kapturem.
–Dopiero sześć osób?! – zawył charakterystycznym dla mieszkańców południa głosem – niskim, głębokim i groźnym.
Wszystkie dziewczęta w sali zamarły, wpatrując się w przybysza ze zdziwieniem.
Ten, widząc, że jedynymi przybyłymi są dziewczyny, uśmiechnął się półgębkiem.
–No, no. To będzie ciekawa noc – stwierdził pod nosem. Zlustrował wciąż lekko zszokowane nagłym wejściem chłopaka przyszłe Wyszkolone.
Gdy dotarł wzrokiem do Irien, jego spojrzenie zmieniło się. Z zadowolonego i łapczywego przerodziło się w poważne, oszołomione i... dziewczyna nie była pewna, co było ostatnią nutką w jego oczach. Jednak przychodziło jej na myśl...
Intruz już odwrócił wzrok.
–Ja jestem Rins – przedstawił się, po czym energicznie zaklaskał w dłonie i podszedł do pierwszej lepszej dziewczyny – o brązowych włosach i oczach, niezbyt ładnej, z pozoru nieśmiałej.
Irien i Aerin wzruszyły ramionami jednocześnie. Milian znów cmoknęła. Młodsza siostra podejrzewała, że jest to charakterystyczna dla niej czynność.
–Co za bezczelny czubek – powiedziała. Irien uśmiechnęła się, powtarzając w myślach „obraźliwe” określenie. Język Milian zdawał się uroczy. – Dlatego nie lubię chłopaków.
Ostatnie zdanie powiedziała cicho i brunetka nie była pewna, czy na pewno tak brzmiało. Jednak nie miała czasu, by się nad nim zastanawiać, bo nagle muzyka zrobiła się głośniejsza.
Anders chciał rozkręcić towarzystwo.
Aerin położyła dłoń na ramieniu Irien.
–Będę w drugiej sali – mruknęła jej na ucho.
Dziewczyna uświadomiła sobie, że została sama. Jej siostra zniknęła za płachtą. Osiemnastolatka uśmiechnęła się. Wiedziała, że Aerin nie należała do tanecznych osób.
Z głośników płynęła coraz bardziej energiczna i żywiołowa muzyka, a zza drzwi przychodziło coraz więcej młodych osób. W końcu sala prawie całkowicie się wypełniła. Światła zgasły, kula imprezowa nad głowami przyszłych Wyszkolonych poszła w ruch. Irien dała się ponieść rytmowi imprezy – tańczyła, odrzucając co jakiś czas włosy do tyłu. Wydawało jej się, że czuje na sobie czyjeś spojrzenie, ale nie zawracała sobie głowy tym wrażeniem.
Krótko porozmawiała z dziewczyną obok o sposobie przydzielania do klas. Czarnooka szatynka podzielała jej zdanie o dziwactwie Andersa. Gerts zdawał się słyszeć ich rozmowę, bo muzyka znów stała się głośniejsza.
Było ciemno. Światła – fioletowe, niebieskie, czerwone – sunęły po twarzach zgromadzonych, po kurtynie na ścianach, po podłodze. Irien już dawno zapomniała, jak to jest oddać się takiej rozrywce – obracać się, widzieć mknące dookoła włosy innych, ucieszone spojrzenia, czuć jedność z rówieśnikami.
Rytm imprezy był prosty. Po dziesięciu minutach tańca uciekało się do pokoju z jedzeniem. I tak w kółko.
Alkohol lał się litrami. Irien nie miała pojęcia, który kieliszek już wypiła. Nie wiedziała, kto właściwie podaje jej naczynia – czasami widziała bladą, czasem śniadą, czasem brązową dłoń. Była pewna jednego – chce się bawić, dalej, więcej, mocniej. Muzyka płynąca z głośników była głównie dźwiękami syntezatorów i elektrycznej gitary. Działała pobudzająco. Irien tańczyła coraz bardziej wyzywająco i energicznie.
Gdy świat stał się fioletowo-granatowymi światłami, a ludzie przewijający się przed oczami dziewczyny wyglądali jak kolorowe, ruszające się dziwnie kształty, ktoś chwycił dziewczynę za ramię i wepchnął za kurtynę powieszoną na ścianie.
Irien od razu stanęła przed oczami wizja namiętnego pocałunku.
- Och, cóż z ciebie za porywacz – wybełkotała, mieszając słowa. Kołysała się niebezpiecznie, próbując wyostrzyć wzrok. Oparła się o ścianę, chichocząc i czkając. Wydęła usta, próbując wyglądać kusząco.
- Irien, co ty odwalasz? – usłyszała głos swojej siostry.
Dziewczyna obdarowała Aerin znużonym spojrzeniem.
- Ale dupa. Spodziewałam się... chłopaka... – mruknęła niezrozumiale. – Wiesz, robi się nudno... też byś znalazła se... takiego... wiesz... – kręciła lewą dłonią, próbując sobie przypomnieć słowo. – Przystojnego... i... bogatego...
- Irien, do cholery! Bredzisz. Idziemy do pokoju. Gdzie zostawiłaś kartę? – Aerin starała się utrzymać kontakt wzrokowy z siostrą, która odpływała coraz bardziej.
- K-kar... co? – wybełkotała Irien, chwiejąc się.
- Kartę! – Aerin potrząsnęła siostrą mocno.
- Aaa! U... tego miłego pana... – dziewczyna wskazała palcem drzwi, uśmiechając się. – Sam zaproponował, taki fajny – głos miała niezrozumiały.

Pamiętała jeszcze, że muzyka ustała, a ona i Aerin znalazły się na korytarzu. Potem już tylko czerń.

/// Wielka impra! Nie róbcie tego w domu.
Pamiętajcie! Alkohol jest be. 
Info: prawdopodobnie nastąpi teraz mała przerwa, od marca do przeklętych egzaminów gimbusjalskich w kwietniu. Postaram się wtedy coś z siebie wycisnąć, ale ciężko jest się zamknąć w swoim pisarskim świecie, gdy dokoła wszyscy cię nakręcają, żebyś się uczył, uczył i jeszcze raz uczył. Także... to będzie mniej aktywny miesiąc, aczkolwiek żywię nadzieję, że wrócę w pełni sił. Życzcie mi szczęścia. \\\

2 komentarze:

  1. O, nowy kawałek, zaraz się rzucę z moim wytykaniem błędów :P.
    ,, ...wyglądało na to, że dyskoteka dopiero co się rozpoczęła" to ,,co" jest raczej niepotrzebne.
    ,,Sufit unosił się wysoko ponad głowami Irien i Aerin." rozumiem, że to bardzo prestiżowa i nowoczesna impreza, skoro sufit zaczął latać. Może ,,sufit znajdował się wysoko". Bo chodziło Ci zdaję się o to, że tam był wysoki sufit. Nie mam dzisiaj głowy do wymyślania słów zastępczych, jeśli wpadniesz na coś lepszego to śmiało. A może coś w stylu ,,wznosił się" bo to znaczy trochę coś innego niż ,,unosił się".
    ,,Miała ciekawy uśmiech. Jakby chciała powiedzieć równocześnie, że kocha i nienawidzi." :D fajne.
    ,,Ten, widząc, że jedynymi przybyłymi są dziewczyny, uśmiechnął się półgębkiem.
    –No, no. To będzie ciekawa noc – stwierdził pod nosem." :O To jakoś złowieszczo zabrzmiało...
    ,,Było ciemno. Światła – fioletowe, niebieskie, czerwone" widzę wpływy ekspresjonizmu i impresjonizmu w barwach i opisach pomieszczeń :P.
    ,,Irien od razu stanęła przed oczami wizja namiętnego pocałunku.
    - Och, cóż z ciebie za porywacz – wybełkotała, mieszając słowa. Kołysała się niebezpiecznie, próbując wyostrzyć wzrok. Oparła się o ścianę, chichocząc i czkając. Wydęła usta, próbując wyglądać kusząco.
    - Irien, co ty odwalasz? – usłyszała głos swojej siostry.
    Dziewczyna obdarowała Aerin znużonym spojrzeniem.
    - Ale dupa. Spodziewałam się... chłopaka... " najlepszy kawałek z całego kawałka :D. I to ,,ale dupa", takie prawdziwe :P.
    Życzę powodzenia na egzaminach, na pewno sobie poradzisz :). A kawałek jak zwykle świetny. Wyobraźnia działa, dzięki tym opisom ludzi i pomieszczeń :3

    OdpowiedzUsuń
  2. To opowiadanie jest super! Niby nie przepadam za blogami, na których jest miliard rozdziałów, ale tu bym się nie obraziła, gdyby tak było :) Z niecierpliwością czekam na następny rozdział! Przy okazji zapraszam na swojego bloga, na którym też możesz informować mnie o postępach w swoim opowiadaniu:
    http://preludiumofwyverntrylogy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Chcesz napisać komentarz? Śmiało! Cieszę się z każdej napisanej opinii. No, prawie.